Kolejne dni mijały bardzo szybko, dając mi jedynie poczucie spełnienia. Utwierdzałam się w przekonaniu, że praca, jakiej się podjęłam to słuszny wybór. Pomyłki nie wchodziły w grę. Zdobyłam jedenaście Wybitnych i przeszłam do średniozaawansowanych przypadków na trzecim piętrze, czyli zatruć eliksilarnych i roślinnych.
Jako, że eliksiry to moja specjalność, w ciągu kilku dni zdobyłam wymaganą ilość kolejnych najwyższych ocen. Trafiłam na piętro zajmujące się urazami pozaklęciowymi. Tutaj spędziłam miesiąc. Jutro odbywała się krótka uroczystość zakończenia praktyk w Świętym Mungu. Stawałam teraz przed jednym z najtrudniejszych wyborów- na którym piętrze chcę leczyć.
Albus Dumbledore wstrzymywał się obecnie ze spotkaniami Zakonu Feniksa. Tłumaczył to wyjazdami w celach służbowych. Oczywiście każdy członek miał swoje podejrzenia. Osobiście uważałam, że chce dać czas nam, młodym, na rozpoczęcie pracy.
James oficjalnie został aurorem. Spędzał w domu coraz mniej czasu. Widywaliśmy się jedynie nocami, choć nie zawsze. Zresztą słowo "widywaliśmy" nie jest odpowiednie. Wyglądało to tak, że przypatrywałam się jego zmęczonej, pogrążonej w głębokim śnie twarzy. Mimo naszych rzadkich spotkań nadal uważałam, że James to największy dar, jaki mogłam otrzymać od życia.
Ataki Śmierciożerców nie ustawały. Nadal sprawiały wiele trudności Ministerstwu i uzdrowicielom. Wielu czarodziejów straciło nadzieję i czekało na śmierć lub przyłączało się do Czarnego Pana, inni uciekali z kraju. Pozostała garstka wierząca w koniec cierpienia i Zakon Feniksa. Wszyscy się bali. Wszyscy.
Przemierzałam ulicę Pokątną w celu znalezienia składników eliksiru uspokajającego, który postanowiłam uwarzyć z racji tego, że wydarzenia ostatnich dni bardzo mnie przytłoczyły. Doszło do ataku na Spinner's End, gdzie mieszkali moi rodzice i siostra. Na szczęście nic im się nie stało, ale skłoniło mnie do odwiedzin oraz zaczarowania domu znanymi zaklęciami obronnymi.
Zerknęłam na kartkę.
Eliksir uspokajający
Składniki:
8 kielichów wody z Jeziora Trytońskiego
2 Muchy siatkoskrzydłe
1 Pióro Memortka
Syrop z 1 Trzminorka
5 kamieni spokoju
Weszłam do "Wodnych Roztworów" Pearsa, a potem do "Składników eliksirów" Chamberlsona. Kiedy miałam już wszystko i zmierzałam do Dziurawego Kotła na kawę, mój wzrok przykuło ogłoszenie na jednym z zamkniętych sklepów.
Masz ochotę na kolorowy napar rozweselający? Chcesz poczuć się wolny? Przyjdź do Kawiarenki u Emy i skosztuj magicznego wybawienia od kłopotów! Emelina Vance (ulica Pokątna 15, pierwsze piętro)
Otworzyłam ze zdziwienia usta. Od szóstej klasy nie rozmawiałam z tą drobną brunetką; zapamiętałam ją jako nieśmiałą koleżankę z roku, której niespecjalnie szło na eliksirach. Pewnie dlatego z niepokojem przemierzałam Pokątną w celu znalezienia numeru 15. 11 13... Jest!
Kiedy przekroczyłam próg, zadzwonił dzwonek. Na pierwszy rzut oka nikogo tu nie było, a pomieszczenie nie wyglądało zbyt urokliwie. Zrobiłam krok w przód. Nagle na wysokości moich oczu pojawiła się kartka.
Pomyśl, gdzie chciałabyś teraz być- przeczytałam na głos. Zmarszczyłam brwi, ale wykonałam polecenie. Zamknęłam oczy i pomyślałam o miejscu pełnym spokoju, radości. Kiedy je otworzyłam, moim oczom ukazała się kawiarenka o niebieskich ścianach, białej podłodze i okrągłych drewnianych stoliczkach, przy których siedziało mnóstwo rozmawiających ludzi. Oniemiałam z wrażenia.
-Kogo my tu mamy!- usłyszałam z prawej strony, odwróciłam się w tamtą stronę.
-Dorcas! Marlena!- zawołałam, uśmiechając się promiennie na widok swoich koleżanek z hogwarckiego dormitorium- co u was? Tyle czasu was nie widziałam!
-Wydoroślałaś, Lily- odezwała się McKinnon- usiądźmy, napijemy się czegoś i obgadamy te miesiące.
Podążyłam za nimi do stolika; usiadłyśmy. Na stole leżało kilka kartek oraz pióra.
-Po prostu napisz na nich czego sobie życzysz- poinformowała mnie Meadowes, widząc moje zakłopotane spojrzenie.
Piwo kremowe- wyskrobałam. Po chwili napis znikł.
-Słyszałyśmy od Syriusza, że kończysz już praktyki w Mungu- zagaiła Marlena- ostatnio spędza dużo czasu z Emeliną.
Zachichotałyśmy jak za starych dobrych czasów. Po chwili westchnęłam.
-Nie widziałam się z nim tyle czasu... Pewnie James mu powiedział.
-Planujecie już ślub?- zapytała Dorcas. Zaczerwieniłam się.
-My... nie... nie wiem...- wykrztusiłam z siebie zdziwiona pytaniem i natychmiast zmieniłam temat- dlaczego się ani razu nie odezwałyście?
-Też mogłaś to zrobić- odgryzła się Marlena, wymieniając się spojrzeniami ze swoją towarzyszką.
-Pracowałam i nie myślałam o niczym innym, przepraszam.
-Wybaczamy!- uśmiechnęłyśmy się do siebie i zaczęłyśmy nadrabianie straconego czasu.
Kilka minut później przy stoliku pojawiła się właścicielka lokalu.
-Emelina!- przywitałam się z nią- cudowny lokal. Porządna magia, naprawdę.
-Dzięki, Lily. Starałam się- obdarzyła mnie wesołym uśmiechem- macie dziewczyny.
-Może się dosiądziesz?- zapytała Dorcas.
-Ale tylko na minutkę? Co u was?
Tak z minutki zrobiły się ponad dwie godziny. Pierwszy raz od dłuższego czasu poczułam się naprawdę szczęśliwa. Obiecałyśmy sobie, że na pewno jeszcze kiedyś się spotkamy i teleportowałam się do domu.
-Lily!- na wejściu rzucił się na mnie James, obejmując mocno.
-Stało się coś?- zapytałam.
-Nie, po prostu tak długo cię nie było. Jak wróciłem mama powiedziała, że wyszłaś trzy godziny temu na Pokątną. Martwiłem się.
Uśmiechnęłam się do niego.
-Spotkałam Dorcas, Marlenę i Emelinę. Zagadałyśmy się- pocałowałam go delikatnie- a ty co robisz tak szybko w domu?
-Ach- zmieszał się- mógłbym cię o coś poprosić? Założyłabyś sukienkę? Mama przygotowała odświętną kolację, zaprosiła też twoich rodziców- wydusił z siebie.
Zmarszczyłam brwi, ale zgodziłam się.
Pięć minut później weszłam do salonu ubrana w zwyczajną, ale elegancką zieloną sukienkę.
-Mamo, tato, jak miło was widzieć!- ucałowałam rodziców i usiadłam obok Jamesa.
-Wypiękniałaś, gwiazdeczko- rzucił tata, obdarzając mnie promiennym uśmiechem. Udałam, że oburzyło mnie to określenie. Wszyscy roześmialiśmy się jednak po chwili.
-Opowiadajcie lepiej, co u was- powiedziałam- jak powodzi się Petunii?
Moja siostra była bardzo drażliwym tematem. Nadal nie mogłam się pogodzić z tym, że nienawidzi mnie i moich magicznych zdolności.
-Petunia spotyka się z Vernonem Dursleyem. Pamiętasz tego pucołowatego chłopca, który chodził do tej samej szkoły co wy?
Przetrząsnęłam mury pamięci z czasów, kiedy nie wiedziałam o tym, że jestem czarownicą.
-Ach, tak- kiwnęłam głową- coś poważnego?- w tym czasie pani Potter podała kolację. Zaczęliśmy jeść.
-Biorą ślub. Za tydzień- powiedziała mama. Widziałam jej zakłopotanie. Zamarłam z widelcem w połowie drogi do ust. Poczułam, jakby coś we mnie bezpowrotnie umarło. Marzyłam o tym, że na ślubie wreszcie się pogodzimy, będę jej druhną. Tymczasem ona zapomniała o swojej siostrze. Wyrzuciła z życia.
-Rozumiem- mruknęłam, spuszczając głowę.
-Lily, rozmawialiśmy z nią- tata próbował mnie pocieszać- staraliśmy się przekonać, ale ona nie chce. Powiedzieliśmy nawet, że my też nie przyjdziemy na uroczystość. Zgodziła się nawet na to, ale ostatecznie jesteśmy jej rodzicami...
Zapadła głucha cisza, słychać było jedynie brzęk sztućców
-Proponuję wznieść toast- odezwał się nagle pan Potter- za miłość i rodzinę!
Nie minęły nawet dwie minuty, kiedy ujrzałam Jamesa klęczącego przede mną. Pisnęłam, zakrywając usta dłonią.
-Lily- zaczął- kiedy pierwszy raz cię ujrzałem, wiedziałem, że jesteśmy sobie przeznaczeni. Długo na ciebie czekałem, ale teraz mam cię i chciałbym być z tobą już na zawsze. Zatrzymaj się przy mnie na wieki, niech magia miłości pozwoli nam budować nasze wspólne życie- przerwał na chwilę- kocham cię i złapałbym dla ciebie znicza nawet bez miotły, wspomagany jedynie skrzydłami miłości. Zostaniesz moją do końca życia? Zgodzisz się wyjść za mnie?
Powietrze jakby zgęstniało w oczekiwaniu na moje słowo. Z moich oczu popłynęły łzy.
-Tak! Tak! Tak! Tak!- wydusiłam z siebie, wpadając w jego ramiona.
Oklaski rodziców były tylko tłem. Teraz liczył się tylko ten moment. Zostanę panią Potter. Do końca życia.
Byłam najszczęśliwszą kobietą na świecie.
***
Krótki rozdział, ale jest to zamierzone. Niedługo pojawi się ktoś, kto namiesza trochę w życiu Lily i wtedy będzie to coś dłuższego. ;)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz