22 sierpnia 2013
3. Strach
Dwie zakapturzone postacie idące ulicą... Człowiek pada na ziemię rażony zielonym promieniem... Widzą dom, zbliżają się... Jedna z nich wyciąga różdżkę. Wypowiada zaklęcie. Wchodzi do domu, a za nim towarzysz, kierują się do pokoju po prawej stronie. Otwiera drzwi.
-James!- zachłysnęłam się powietrzem, podnosząc gwałtownie ciało do pozycji siedzącej- James!
Potrząsnęłam twardo śpiącym mężczyzną.
-Lily... Co, na brodę merlina...?- przetarł oczy. Usłyszeliśmy głośny trzask na dole. W momencie oprzytomniał. Spojrzałam na niego przerażona. Wstał.
-Teleportuj się do Syriusza- nakazał mi, biorąc do ręki różdżkę. Uczyniłam to samo.
-Nie zostawię cię- oznajmiłam szeptem.
-Zrób, co każę- podszedł do drzwi i stanął naprzeciw nim. Ktoś wchodził po schodach.
-James, nie zostawię cię- powtórzyłam, naciskając na ostatnie słowa.
-Nie było żadnych problemów. A myślałem, że Potterowie to cięższy orzech- zaśmiał się jeden z mężczyzn.
-Nie daliśmy im szans na walkę- oznajmił drugi. Obydwoje wybuchnęli śmiechem.
-Jak sądzisz, synalek i przyszła-niedoszła synowa są na górze?
-Załatwimy ich raz-dwa i wracamy.
Słysząc rozmowę zamarłam. Rodzice Jamesa nie żyją. Nie żyją... Spojrzałam na mojego narzeczonego. Wpatrywał się we mnie wręcz z nienawiścią. Przeraziłam się. Sceneria się zmieniła. Pomiędzy nami na łożu leżeli państwo Potter wyglądający jakby byli pogrążeni w śnie.
-To ty ich zabiłaś!- ryknął James- gdybyś nie była szlamą, nie szukaliby nas! To ty! Ty, ty, ty, ty...
Otworzyłam oczy, oddychając szybko i czując jak szybko kołacze moje serce. To był chyba jeden z najgorszych snów z ostatnich czasów. Złapałam Jamesa za rękę i powoli się uspokoiłam.
Za oknem świtało. Sobotni dzień zapowiadał się spokojnie. Zerknęłam na mężczyznę mojego życia i przez chwilę skupiłam na nim wzrok. Był taki bezbronny... Gdyby coś się teraz stało, nie zdążyłby nawet wziąć różdżki do ręki.
Wstałam i powoli zeszłam na dół. O dziwo spotkałam tam mamę Jamesa.
-Lily? Wstałaś już?
-Miałam zły sen, a pani?- zmarszczyłam brwi.
-Nie mogłam spać. Charlus... Charlus został w nocy wezwany na ważną interwencję.
-Och. Martwi się pani- położyłam rękę na jej ramieniu- wszytko będzie dobrze. To doświadczony czarodziej- pocieszyłam ją. W odpowiedzi usłyszałam jedynie westchnięcie.
-Witam, moje panie- do kuchni wszedł James, ziewając głośno. Podszedł do mnie i pocałował w policzek, na co zaczerwieniłam się.
-Witaj, mamo- skinął głową- co na śniadanko?
Takie beztroskie poranki w wykonaniu Jamesa zostaną mi w pamięci do końca życia.
-Tak, więc wszystko już usłyszeliście. Mam nadzieję, że dane nam będzie następnym razem spotkać się ponownie!- Dumbledore klasnął w dłonie- tymczasem pamiątkowe zdjęcie poproszę!
Zaśmiałam się, powoli wstając od stołu. Pierwsze zebranie Zakonu Feniksa minęło nadzwyczaj przyjemnie. Dyrektor Hogwartu zlecił kilku osobom niezbyt skomplikowane zadania, uprzedzając, że to dopiero początek i z czasem będzie gorzej. Poza tym zjedliśmy wspólnie obiad i zapoznaliśmy się bliżej.
Zamierzałam już teleportować się z Jamesem, kiedy niespodziewanie obok nas pojawił się Dumbledore.
-Lily, mógłbym prosić cię o chwilę prywatnej rozmowy? Mam dla ciebie zadanie- nadal w doskonałym humorze przeprosiłam mojego narzeczonego i przeszłam do innego pomieszczenia.
-Co to za zadanie?- zapytałam, siadając przy stole.
-Uhm... Gratuluję zaręczyn- zaczął dyrektor; podziękowałam- mam nadzieję, że stworzycie wspaniałą rodzinę...
-Albusie?- zaczęłam się niecierpliwić.
-Twoje zadanie wymaga od ciebie powstrzymania wszystkich uprzedzeń, negatywnych uczuć i wspomnień. Jednakże to bardzo, ale to bardzo ważne zadanie. Od niego może zależeć powodzenie Zakonu Feniksa- oznajmił w końcu i przerwał na kilka sekund, a potem wciągnął ze świstem powietrze, obserwując uważnie moją reakcję- chciałbym, abyś za wszelką cenę zbliżyła się do Severusa Snape'a.
-Ja... Co... Nie, dyrektorze...- wymamrotałam wstrząśnięta; minęło kilka chwil zanim się ponownie odezwałam- nie potrafię przyjaźnić się z kimś, kto uważa mnie za szlamę.
-Moja droga Lily- Dumbledore położył mi swoją rękę na ramieniu- sztuką jest umieć wybaczać, a nie nienawidzić. Sztuką jest spróbować i żałować, niż nie spróbować i żałować, że się tego nie zrobiło.
Wstałam gwałtownie i skrzyżowałam ręce na piersiach.
-James na mnie czeka- powiedziałam sucho, ruszając do drzwi.
-Lily, bądź rozsądna. Musimy mieć szpiega. To zostanie tylko między nami. Nikt się nie dowie.
Ostatnie słowa sprawiły, że zatrzymałam się i obróciłam w stronę dyrektora.
-Zakon cię potrzebuje. Tylko tobie Severus Snape będzie umiał zaufać.
-Skąd pan wie? Tyle lat ze sobą nie rozmawialiśmy, zresztą, w jego oczach jestem tylko brudną szlamą- poczułam łzy w oczach i delikatne ukłucie w sercu.
-Nie uwierzę, że nie chciałabyś tego naprawić. Działaj, Lily. Prawdziwa przyjaźń to taka, która tkwi w naszych sercach najgłębiej.
Przeklęłam w myślach te mądrości. Pieprzony Dumbledore, który nic tak naprawdę nie wie.
-Dobrze. Podejmę się tego, ale nic nie obiecuję- moje ręce opadły i ułożyły się wzdłuż ciała. Prawdę mówiąc od początku stałam na straconej pozycji. Dumbledore wiedział, że na jego rozkaz zrobię wszystko. Zresztą nie tylko ja. Każdy członek Zakonu słuchał jego poleceń.
-Wspaniale!- klasnął w dłonie. Zostawiłam go samego i poszłam do Jamesa.
-O co chodziło?- zapytał od razu.
-Sprawy Zakonu, kochanie. Tajemnica- uśmiechnęłam się do niego blado i złapałam jego rękę. Teleportowaliśmy się.
Piąty dzień grudnia rozpoczął się wyjątkowo mroźnie. Na dworze szalała śnieżyca, więc ulice świeciły pustkami. Dolina Godryka jakby zamarła, zapadając w sen zimowy.
-Lily?
Odwróciłam głowę od okna.
-Tak, Suzan?- uśmiechnęłam się do czternastoletniej kuzynki Jamesa.
-Powiedz mi, czy naprawdę trwa wojna? Słyszałam ostatnio rozmowę rodziców, ale... To jest dziwne, Lily.
Gestem dłoni przywołałam ją do siebie. Usiadła na parapecie i spojrzała na ulicę.
-Kiedy bezpośrednio nie mamy z nią kontaktu, nie zdajemy sobie sprawy z powagi sytuacji. Tak, Suzan, wojna trwa i zbiera swoje ofiary, ale- uśmiechnęłam się do niej delikatnie- ale dopóki jesteśmy wszyscy razem i próbujemy coś robić, mamy szansę to przetrwać.
Dziewczyna przez chwilę obserwowała moją twarz, a potem zmieniła temat.
-Kochasz Jamesa?
-Tak. Bardzo go kocham- powiedziałam, spoglądając na zegar. W pół do siódmej. Za pół godziny powinien wrócić.
-Dopóki nie spotkamy swojej drugiej połówki, szczęście jest tylko zbiorem pozorów- wypaliła po chwili Suzan- przeczytałam to w takiej mugolskiej książce- dodała po chwili.
Tak, w zupełności miała rację. Minęło kilka minut i wyszła z pokoju. Znowu zostałam sama.
Bałam się chwili, w której podejmę decyzję o odwiedzeniu Snape'a. Nie wiedziałam, jak to rozegrać, aby wszystko wyszło wiarygodnie. Martwiłam się, że James się dowie, a nie będzie z tego faktu zadowolony.
Jednak największy strach toczył się przez moje serce. Co, jeśli tak naprawdę o Nim nie zapomniałam?
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
SUPER :*
OdpowiedzUsuń